• Wpisów:202
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 09:10
  • Licznik odwiedzin:11 122 / 1481 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
http://i.pinger.pl/pgr59/6e8ad14e0004fedf536d3dd6/tumblr_n3q7lwraaf1toqnt0o1_400.gif



Nigdy nie przywiązuj się do kogoś za bardzo, ponieważ przywiązania prowadzą do oczekiwań, a oczekiwania do rozczarowań.
 

 
http://i.pinger.pl/pgr237/df43f80f0014aa2d536d3e3e/c1ed246d0014aa2d53304504.gif



Wiesz, prawdę mówiąc już Cię nie kocham, ale przyznaję, nadal mi się podobasz, nadal wiodę za tobą wzrokiem, nic niestety na to nie poradzę. Jednak muszę czekać, aby całkowicie się ODKOCHAĆ i zapomnieć, co było i iść dalej przed siebie w życiu. Mam wielką nadzieję, że znajdę takiego faceta, jakim ty byłeś KIEDYŚ dla mnie.
 

 

Kiedyś szczęście definiowałam twoim imieniem, dziś jesteś bólem i fatalnym zauroczeniem.
 

 
Mam nadzieję, że opowiadanie wam się spodoba, jeżeli tak dodam resztę rozdziałów
Pozdrawiam Was! ;***
 

 
*2. WSPOMNIENIA*

Pierwsze zajęcia miałam w sali biologicznej. Szłam wąskim korytarzem z Patrycją. Wyłapywałam każde spojrzenie zwrócone na mnie.
- Pokłóciłaś się z Aldoną?
- Tak – odparłam surowo.
- Przecież wy nigdy się nie kłóciłyście.
- Pati, ona złamała zasady. Nie mów, że jesteś po jej stronie – zatrzymałam się i spojrzałam na nią. Usłyszałam za sobą przekleństwa jakiegoś chłopaka bo nagle zatrzymałam mu się na drodze. Nawet na niego nie spojrzałam.
- Nie o to chodzi, Claire. To twoja przyjaciółka, powinnaś ją zrozumieć. Nie wiesz co ciebie czeka za kilka miesięcy czy lat. Ty również możesz się zakochać i być kochana – parsknęłam gdy wypowiedziała te słowa.
- Nie wierzę w to – powiedziałam i słysząc dzwonek ruszyłam do sali B1.

Lekcja biologii dłużyła się niezmiernie. Co chwilę spoglądałam na zegarek, gdy usłyszałam dzwonek od razu się zerwałam i wybiegłam z sali. Nareszcie w-f pomyślałam z ulgą. Uwielbiałam ćwiczyć. Czułam się wtedy odprężona. Nie chciałam zaprzątać sobie głową, myśląc o Aldonie i jej okropnym zachowaniu. Weszłam do szatni i zaczęłam się rozbierać. Zupełnie zapomniałam zamknąć drzwi, ale przecież tutaj mogły wchodzić tylko dziewczyn, nie miałam się w końcu czego wstydzić. Miałam idealną figurę. Usłyszałam donośne głosy chłopaków, pierwszacy, pomyślałam. Nie potrafią się zachować, smarkacze. Byłam już w samej bieliźnie, gdy usłyszałam męski głos:
- O cholera, chyba pomyliliśmy szatnie – odwróciłam się.
Przy wejściu stało trzech chłopaków. Jednego kojarzyłam z wczorajszego niemiłego spotkania, drugi był strasznie wysoki i wyrośnięty jak na pierwszoklasistę. Miał jasne włosy i był apetycznie męski, podobał mi się. Trzeci w moim wzroście, miał ciemne włosy i nosił okulary. Gdy mnie zobaczył zaczął poprawiać sobie ze zdenerwowania okulary. Podeszłam do nich i powiedziałam:
- Wasza szatnia, chłopcy jest na końcu korytarza – uśmiechnęłam się z przymusu i zatrzasnęłam im przed nosami drzwi.

Jak zawsze musieliśmy mieć w-f z innymi klasami. Była to matematyczno-fizyczna, pierwsza i biologiczno-chemiczna, trzecia.
Sorka, powiedziała, że nie musimy ćwiczyć, tak myślałam. A ja miałam taką ochotę pobiegać, pograć, wyładować swoje emocje na piłce. Stwierdziła, że mogę zagrać z dziewczynami z 3B. Zgodziłam się. Razem z Patrycją wyruszyłyśmy do mojej siostry ciotecznej – Olgi. Usiadłyśmy we trzy na ławce i obserwowałyśmy „mecz” pierwszaków. Grali w siatkę. Coś dla mnie, pomyślałam.
- Co u ciebie, Ola? – zapytałam.
- Oh – machnęła ręką – nic ciekawego.
No tak, zapomniałam, że ty masz zupełnie inny świat. Kiedyś gdy byłam mniejsza dogadywałyśmy się świetnie, a teraz? Albo to ona strasznie się zmieniła, albo ja. Raczej ja, dostrzegłam z przerażeniem.
Pryszczaty chłopak, z którym zaliczyłam wczoraj „stłuczkę” spojrzał na nas i pomachał. Już miałam mu pokazać coś, aby się odwalił, ale w tej samej chwili Olga do niego pomachała.
- Ej – szturchnęłam ją – znasz go? – Kiwnęłam głową na ciemnowłosego chłopaka.
- Ty też powinnaś go znać – uśmiechnęła się z wyższością.
Spojrzałam na nią i rozłożyłam ręce w bezradności.
- Nie pamiętasz Wiktora?
Wiktor, serce mi zamarło. Patrzyłam na niego uważnie. Jak mogłam go nie poznać? Mogłam, stwierdziłam z przekonaniem, przecież się zmienił i to bardzo. Wydoroślał, stał się mężczyzną, a ty kobietą – coś mi podpowiedziało w duchu. Racja, oboje się zmieniliśmy, a jednak… on zdołał mnie poznać, a ja jego nie. Śmieszne. Niedorzeczne. Przecież ja też się zmieniłam.
- Czy ja się nic nie zmieniłam? – usłyszałam swój głos.
- Jeżeli chodzi ci o wygląd to praktycznie nie. Jedynie urosłaś i przybyło ci co nieco tam i ówdzie – zaśmiała się. – Zmieniłaś się jedynie pod względem charakteru, a ja czasami tęsknie za moją siostrzyczką Klarą z którą budowałam swoje dzieciństwo. Pamiętasz jak… - przerwałam jej.
- Przestań – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
Nie chciałam o tym słuchać, co było minęło. Spojrzałam na Wiktora i nasze spojrzenia się zetknęły. Ciekawe czy wiedział, iż już go poznałam.

Gdy lekcja w-f nadeszła końca udałam się pędem do szatni i szybko przebrałam. Ruszyłam wprost korytarzem na męską szatnię. Drzwi były uchylone, popchnęłam je. Wszystkie oczy zwróciły się na mnie, a ja miałam nadzieję, że dostrzegę te ciemnoniebieskie. Wysoki blondyn, który tak mi się spodobał powiedział:
- Proszę, teraz to koleżanka postanowiła nas odwiedzić. Miło nam – reszta zaczęła się śmiać.
Od razu go zauważyłam, stał przy szafce w samych bokserkach. Podeszłam do niego, nie zwracając uwagi na resztę półnagich facetów.
- Wiktor, musimy porozmawiać.
Spojrzał na mnie tak jakby powiedział - nie żartuj, mała. Założył T-shirt.
- O czym? – zapytał.
Usiadł i wciągnął jedną nogawkę spodni, znów spojrzał na mnie.
- O czym chcesz rozmawiać, Klara?
Nie wiedziałam. Od niepamiętnych czasu czułam się taka speszona.
Założył spodnie, zapinając je, wpatrywał się w mojego oczy. Wziął swoje rzeczy i powiedział:
- Chodź – pchnął mnie ku drzwi – porozmawiamy gdzieś w spokojniejszym miejscu.
Rozejrzał się jakby w szatani czaiło się wielu szkodników i intruzów.

Siedzieliśmy na ławce, nieopodal szkoły. Była moja ulubiona lekcja – polski. Jakże żałowałam, że zachciało mi się z nim rozmawiać.
- Aż tak się zmieniłem, że mnie nie poznałaś?
- Bardzo – odpowiedziałam.
- A ty za to nie, chociaż może… - przyjrzał mi się zalotnie.
- Co?
- Jesteś jeszcze piękniejsza – posłał mi taki uśmiech, że jakbym była typową pustą lalką, od razu bym się rozpuściła.
- Wiem.
- O, proszę i w dodatku pewna siebie.
- 7 lat, sporo czasu, ludzie potrafią zmienić się w ciągu kilku miesięcy, a co dopiero po 7 latach.
- Racja.
- „Prawda jest taka, że ludzie mają pewną wspaniała cechę. Zmieniają się” * – powiedziałam ze spokojem.
- Nie zawsze na lepsze.
- Teraz to ty masz rację. Dlaczego ta szkoła?
- Nie myśl, że ze względu na ciebie. Olga mnie namówiła, po prostu, a ty?
- Czułam, że to odpowiednie miejsce dla mnie.
Siedzieliśmy w milczeniu. Nagle zaczął się uśmiechać.
- Pamiętasz jak biegaliśmy po polach z kijami i udawaliśmy żołnierzy, którzy ratują swój kraj?
- Pamiętam – uśmiechnęłam się – umazałeś całą twarz błotem, powiedziałeś, że to dla kamuflażu. – Zaśmiał się. – Pamiętasz jak budowałeś coś z gałęzi i powiedziałeś, że razem tam zamieszkamy? Trudno było nazwać to nawet szałasem.
- A ty powiedziałaś, że będziesz mi codziennie gotowała obiadki.
- Na pewno tak nie mówiłam – odparłam oburzona.
Oparł ręce o kolana.
- W dniu w którym wyjeżdżałaś zerwałam sąsiadce goździki z ogródka i poszedłem prosić cię abyś została ze mną. Miałem później niezłe lanie, za te kwiatki – opuścił wzrok – a ty i tak nie zostałaś. Odjechałaś.
- Wiesz, że to nie ode mnie zależało – dotknęłam jego ramienia.
- Wiem. Gdyby od ciebie zależało to zostałabyś, prawda?
Znów dopadło mnie to uczucie, nie wiedziałam. Zadawał takie pytania, na które nie miałam logicznej odpowiedzi. Albo nie chciałam mieć, pomyślałam.
- Klara? – spojrzał mi prosto w oczy.
Spojrzałam na zegarek. Pora lunchu.
- Jestem głodna pójdziemy coś zjeść?
Wstał, podał mi rękę i powiedział:
- Prowadź.

* fragment z książki „Zmierzch” Stephenie Meyer
 

 
Spotkajmy się jeszcze raz...
SPOTKAJMY SIĘ JESZCZE RAZ...

*1.SOLIDARNOŚĆ*

Dziś, rozpoczyna się rok szkolny. Jestem pełna energii i wrażeń. Uczęszczam do liceum ogólnokształcącego drugi rok. Interesuję mnie przede wszystkim humanistyka. To mój żywioł, każdemu to powtarzam. Rodzice nie ingerują w moje dokształcanie się. Dali mi wolną rękę, a ja jestem pewna swojego wyboru. Szkoła do której uczęszczam jest dość na luzie, a zwłaszcza moja klasa. Na mojej bladej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech. Cóż my nie wyprawialiśmy na lekcjach. Wzięłam się za przygotowania. Podeszłam do lustra.
- Nie za ciekawie wyglądasz – odparłam sama do siebie.
Byłam blada jak ściana, moja skóra była zmęczona, włosy zniszczone od ciągłego prostowania i w dodatku miałam więcej piegów na twarzy i ramionach. Nienawidzę słońca. Jak ludzie mogą leżeć i wygrzewać się na słońcu godzinami? Przecież takie opalanie na słońcu lub w solariach jest rakotwórcze. Aż wszędzie o tym huczą. Ludzie, nie zdają sobie sprawy, iż ich skóra się niszczy i starzeję.
Nałożyłam na moją delikatną twarz krem nadający koloryt z witaminą C. Podkreśliłam swoje niebieskie oczy czarną kredką i użyłam maskary do wydłużenia rzęs. Moje długie blond włosy, sięgające do pasa, upięłam na bok. Użyłam perfum o aromacie soczystego grapefruita i wodnej lilii.
Założyłam cieniutką, jasną koszulę z kołnierzykiem, czarną spódnice i jedwabiste rajstopy. Zabrałam torebkę i okulary przeciwsłoneczne. Podeszłam do kuchni i oparłam się o futrynę. Nigdy rano nie jadam śniadań.
Ojciec siedział przy stole, jak zawsze szykowny i elegancki. Popijał kawę i czytał gazetę jak to miał codziennie w zwyczaju. Matka krzątała się po kuchni. Kamil, mój brat jadł śniadanie i pisała coś na fonie.
- Ulala, ale laska – odezwał się, mój głupawy brat i zaczął wygwizdywać na mnie.
Spojrzałam na niego złowrogo.
- Bynajmniej wychodzę do ludzi z klasą i elegancją w porównaniu do ciebie – spojrzałam karcąco na jego strój.
Splotłam ręce na piersiach przestępując z nogi na nogę.
- Bynajmniej nie jestem tak oschły i bezczelny tak ty – wstał i spojrzał mi prosto w oczy.
- Bynajmniej potrafię się zachować podczas śniadania i nikogo nie wygwizduję. I nie jestem oschła oraz bezczelna, mam znacznie więcej przyjaciół niż ty, prostaku – pokazałam mu środkowy palec.
- Przyjaciółmi nazywasz te puste lale, które podłapują nadzianych facetów na kosztowne ciuchy i biżuterie, również lalusiów, którzy myślą jak tylko cię przelecieć?
Rodzice spojrzeli pytająco na Kamila, a później na mnie.
- Wole ich, niż ulicznych chuliganów i nie radzących sobie narkomanów.
Ojciec wstał i powiedział:
- Jedziemy.
Założyłam wysokie czerwone buty na obcasie i wyszłam z domu kierując się do samochodu.

Było strasznie tłoczno. Widziałam wiele znanych mi już twarzy, ale były i te – nieznane. Pierwszacy. Jeszcze rok temu ja się do nich zaliczałam. Stanęłam na palcach i próbowałam dojrzeć Aldonę. Czyżby znów zaspała, to u niej normalne, pomyślałam. Nie należy do punktualnych. Ja natomiast tak. Jestem idealna i perfekcyjna we wszystkim, pomyślałam o sobie z dumą. Rozpoczęcie roku oficjalnie zostało rozpoczęte. Na środek wyszedł dyrektor i zaczął coś mamrotać pod nosem. Praktycznie nikt go nie słuchał. Nauczyciele byli zmuszani uciszać uczniów, chociaż i tak sami rozmawiali.
Ktoś mnie objął od tyłu i złożył na moim policzku pocałunek.
- Aldi – pisnęłam z zachwytu.
Uściskałam ją. Wyglądała rewelacyjnie i olśniewająco. Była opalona perfekcyjnie. Jej włosy lśniły w słońcu, a połyskujący uśmiech zdobił jej śliczną twarz.
- Kochanie – dotknęła moich włosów – jak ty wyglądasz. – Posłała mi spojrzenie pełne łagodności.
- Troszkę się zaniedbałam. Jak było we Włoszech?
- Fantastycznie.
- Widzę, że jesteś wypoczęta i olśniewasz pięknością.
- Poznałam kogoś – puściła mi oczko.
- Włoch? – zapytałam z niedowierzaniem.
Co prawda, Aldona zawsze miała branie u facetów, ale była na początku dość nieśmiała i w dodatku zawsze upierała się przy tym samym – aby się szanować i nie dać się wykorzystać. Mówiła wtedy, że kobieta wykorzystana przez faceta traci swoją wartość. Coś w tym jest, pomyślałam. Ja traktowałam chłopaków z pogardą i dystansem, a zwłaszcza tych romantyków oraz którzy byli „pod pantoflem”. To żaden facet, podpowiedziała mi duma.
- Słuchasz mnie? – szturchnęła mnie Aldona.
- Tak. Co jest?
- Ma na imię Marco, pochodzi z Polski, ale wychował się we Włoszech. Niewiarygodne, że wpadliśmy akurat na siebie.
- Nie pieprz, że się zakochałaś, Aldi?! – osoby wokół nas spojrzeli na mnie karcąco.
- A co jeśli tak? – zarzuciła swoje kasztanowe włosy do tyłu.
- Gdzie nasza solidarność damska?
- To było silniejsze ode mnie. Sama jeszcze się zakochasz. Nie powinnaś… - przerwałam jej.
- W takim razie nie mamy już o czym rozmawiać, zdrajczyni – ostatnie słowo powiedziałam z pogardą.
Ruszyłam przed siebie, kierując się do budynku.
Nie mogłabym uwierzyć, że Aldona mnie zdradziła. Nie dotrzymała słowa. Miałyśmy się trzymać planu – żadnych związków, a tym bardziej miłości. Faceci powinni w ogóle dla nas nie istnieć. Powinna być taka planeta na której przebywałyby same kobiety, od razu bym tam wyjechała. Bez zastanowienia. Uderzyłam w jakiegoś chłopaka, upuściłam torebkę i wszelkie ważne rzeczy wysypały się z trzaskiem na chodnik.
- Uważaj jak chodzisz – wykrzyknęłam na chłopaka.
Miał ciemne niebieskie oczy, ciemne, kręcone, długie włosy i pełno małych krostek na czole. Był w moim wzroście. Patrzył na mnie z uwagą, jakby próbował sobie przypomnieć kim jestem.
- Klara? – zapytał z mała niepewnością.
Nachyliłam się, aby pozbierać moje rzeczy, pomógł mi.
- Nie poznajesz mnie? – dotknął mojej ręki.
- A powinnam? – moje usta wykrzywiły się w nieznośny grymas.
Patrzył na mnie chwilę i powiedział:
- Raczej nie – i ruszył prosto na boisko, gdzie odbywało się rozpoczęcie roku szkolnego.
- A gdzie, przepraszam?! – wykrzyknęłam, ale on nawet się nie odwrócił. – Dupek – powiedziałam sama do siebie i ruszyłam dalej, starając się już z nikim się nie zderzyć. Obawiałam się, że znów mogę spotkać jakiegoś nieznajomego, który wypowie moje imię.

Z ulgą zdjęłam buty, które uwierały mnie przez pół dnia.
- Jak tam po rozpoczęciu roku? – zapytała mama.
- Dobrze. Nogi mnie jedynie bolą.
- Mówiłam abyś chodziła w wygodniejszych butach.
- Przestań – ruszyłam w stronę swojego pokoju.
- Nie jesz obiadu?
- Nie jestem głodna - zamknęłam z trzaskiem drzwi.
Rzuciłam się na moje wygodne łóżko. Wyjęłam z szafki nocnej moją ulubioną książkę. Powiodłam palcem po tytule – „Souvenir” Therese Fowler. Otworzyłam książkę i przeczytałam jeden z fragmentów:
„Nie ma dla mnie szczęścia tam, gdzie nie mogę oddać siebie całego. Rozumiesz, Meg? – Spojrzał na nią. – To ciebie chcę. Na pięć minut, pięć godzin, pięć dni… nieważne. Wezmę je i będę zadowolony.”*
Zamknęłam z trzaskiem książkę. Wtopiłam swoją smukłą twarz w poduszkę i zaczęłam się zastanawiam jak to możliwe, że wszyscy kochają i są kochani, a ja nie potrafię? Wstałam i poszłam wziąć zimny prysznic, który pozwolił mi się uwolnić od nieczystych myśli.

* fragment z książki - „Souvenir” Therese Fowler
 

 
założyła się z koleżankami o rozkochanie w sobie pewnego chłopaka. myślała, że to niemożliwe, żeby mogła się zakochać w takim kimś jak on, bo przecież nie jest w jej typie. zaczęli się spotykać. na początku miała z niego zbite, ale potem było coraz gorzej. nie był jej wcale taki obojętny, jak jej się wydawało. zaczęła inaczej reagować na jego imię, stała się o niego zazdrosna, chciała się z nim częściej spotykać. zaczęła głupio się czuć z tym, że jest wobec niego nie w porządku. pewnego dnia postanowiła mu to wszystko wytłumaczyć, nie chciała już ściemniać, zakochała się. zadzwoniła do niego, aby poprosić o jak najszybsze spotkanie, on nie chciał jej już słuchać. dowiedział się o tym całym zakładzie, ale nie od niej. powiedział, że naprawdę ją pokochał, a ona jest zwykłą suką, bez uczuć. popłakała się. nie chciał tłumaczeń. zakończył z nią kontakt. po tym zdarzeniu nigdy ze sobą już więcej nie rozmawiali, a ona go nadal kocha, i nie może wybaczyć sobie tego, jaka była głupia. (…)
 

 

werolove♥: Polonistka wywołała do odpowiedzi. 'Numer 15 i 25!' Zapraszam.' Wstaliśmy oboje z zajebiście wściekłymi minami. 'Nie będę Was dziś pytać. Wyobraźcie sobie, że jest między Wami konflikt dotyczący czegoś ważnego. Zagrajcie to.' Spojrzeliśmy na nią zdziwieni, wciąż staliśmy w ciszy. 'No już. Zacznij od słów: Jak mogłeś?!' Pogoniła mnie. 'Jak mogłeś?' Oczy momentalnie mi się zaszkliły. Nie odpowiedział. 'Jak mogłeś to zrobić?!' Wziął głęboki wdech. 'Przepraszam.' Wykrztusił gryząc wargę. 'I co? Mam Ci się rzucić na szyję? Nie przepraszaj,jeśli nie rozumiesz definicji tego słowa.' Wkurzył się. 'Dobrze wiesz, że to nie moja wina! To była impreza. Byłem nawalony, z resztą nie byliśmy ze sobą.' Otworzyła szerzej oczy. 'Nie? Aaa, to sorry. Pomyliłam bieg zdarzeń.' Nauczycielka patrzyła na nas z niedowierzaniem. 'Dobrze. Usiądźcie do ławek. Muszę Wam powiedzieć, że było widać w tym prawdę.' Spojrzał na moją twarz wykrzywioną bólem. Musiałam wyjść z sali.
 

 

werolove♥: Siedziąc na murku paląc kolejną fajkę i słuchając debilnych tłumaczeń, już byłego, chłopaka zobaczyła swojego brata, który szedł w ich stronę. 'O kurwa.' Powiedziała do siebie łapiąc się za głowę. Momentalnie wstała, ale nie zdążyła nic zrobić, bo jej były już leżał na ziemi i zwijał się z bólu. 'O chuj Ci chodzi?!' Krzyknął do jej brata. 'Czyś Ty, kurwa, kiedyś ją widział z fajką w dłoni?' Jęknął tylko. 'No odpowiedz!' Dostał kolejnego kopa. 'Nie widziałem.' Wypluł krew. 'To, kurwa przez Ciebie. A ja nie lubię, jak moja siostra pali. Więc ją ładnie przeprosisz, a ona już nigdy nie weźmie tego świństwa do ust.' Podniósł się trzymając za szczękę. 'Chyba sobie kpisz.' Powiedział jej eks z aroganckim uśmieszkiem. I znów znalazł się z mordą przy betonie. Odciągnęła brata z krzykiem. 'Już! Zostaw go, nie warto!' Wyrwał się i znów go kopnął. 'Nie warto!' Ryknęła na cały głos. Ludzie zaczęli się zbiegać. 'Nie masz, kurwo, życia.' Syknął do niego jej brat,a siostrę mocno przytulił.
 

 

werolove♥: lekcja polskiego, nauczycielka dała nam jakieś zadanie gdzie trzeba było wymienić cechy charakteru. - jacy są ludzie? - zapytała pisząc coś na tablicy. - zazdrośni. - rzuciłam patrząc w jego stronę. - obrażalscy. - syknął chamsko się uśmiechając. - nieufni. - powiedziałam. - zdradliwi. - dopowiedział. - zapatrzeni w siebie. - wyszeptałam cicho. - uparci. - patrzył na mnie aroganckim wzrokiem. - kłamliwi. - rzuciłam. - mimo iż udają że mają wszystko gdzieś to im zależy. - powiedział. - i kochają tych których nie powinni. - syknęłam spuszczając wzrok. - tęsknią udając że tak nie jest. - odparł cicho wpatrując się we mnie tymi kurewsko zielonymi tęczówkami i wstając w ławki wyszedł z klasy. po pięciu minutach napisał mi smsa o treści 'kocham Cię i zależy mi na Tobie. czy ty tego nie widzisz?'
 

 

werolove♥: nigdy nie myślałam , że będę szczęśliwa z chłopakiem którego jeszcze niedawno mijałam na ulicy bez słowa , trącając koleżankę i pytając co to za ciacho . z czasem zaprzyjaźniłam się z pewną dziewczyną , pamiętam jak dziś kiedy pierwszy raz poszłam do jej domu a niespodziewanie on wszedł do kuchni jak zwykle przygryzając dolną wargę . nie miałam pojęcia , że to jej brat . tego dnia wszystko się zaczęło , stał z resztą braci pod ścianą nie spuszczając ze mnie wzroku , to wtedy mu wpadłam w oko a jego serce zdobyłam dopiero po sześciu miesiącach , nie było łatwo , nie zliczę ile razy przez niego płakałam , ile razy byłam w totalnej rozsypce . miał cholernie ciężki charakter , ciężko nam było się dogadać i momentami już odpuszczałam twierdząc , że to nie ma sensu . ale on walczył , walczył do samego końca.. zdobył to czego chciał . dostał moje serce w całości , takie tam pokaleczone i poklejone plastrami .
 

 
'Myślisz że wszytko jest możliwe to powiedz "by" z otwartymi ustami.. powodzenia .
'W krainie fantazji, gdzie marzenia zawsze się spełniają. ♥
'Nie ważne jak,ważne z kim.
'Myślę jedno , robię drugie , mówię trzecie , czwarte wiem , a piąte przeczuwam .♥
'Niektórzy ludzie potrafią zmienić zwykły dzień w naprawdę wyjątkowy .
'Jak nie dziś , to jutro , jak nie jutro to kiedyś
'Kiedy przyjaciel idzie z Tobą, każda droga wydaje się krótka.
'Ciepły wieczór, długi spacer, słuchawki w uszach i mnóstwo rozmyśleń.. ♥
'We włosach ma wiatr i kocha ten świat. ♥
'Marzyć i myśleć, chociaż życia nie pokolorował Disney.
'bo kiedyś było jak w bajce .
'rób to, co Cię uszczęśliwia. ;d
'bo marzenia się spełniają !
'w oczach dalej ma szczerość, tylko rzadziej wybacza..
'czasem wystarczyłoby zwykłe 'jestem', nic więcej.
'lubię gdy dajesz mi do zrozumienia, że jestem tylko Twoja.
'Rób co chcesz. To twoje życie. Najwyżej je spieprzysz i będziesz żałować.
'ważne są fajne wspomnienia, a nie rozsądne decyzje
 

 
`Trochę mnie pokochaj i trochę mnie polub. przypomnij mi ile jestem warta, przypomnij jaka potrafię być fantastyczna. udowodnij, że nadal umiem zatrzymywać ludzi. przypomnij to wszystko, co o sobie zapomniałam. wystarczy, żebyś bywał i żebym nie musiała nic mówić, żebyś po prostu wiedział jak się ze mną obchodzi.;3
  • awatar Dove Cameron ♥♥: Super blog. Prosze pokomentuj, zaobserwuj i dodaj mnie do znajomych prosze i to bardzo prosze bardzo mi na tym zależy jak chcesz coś za to, to napisz na prywatną wiadomość :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

“...zachwycić się choć przez chwilę innym, nieznanym mi jeszcze człowiekiem, odkryć w nim coś nowego, czego nikt inny nie zna, pozwolić się prowadzić uczuciom i emocjom, nie oceniać i nie szufladkować, nie krytykować i nie przerywać, milczeć i słuchać, co ma do powiedzenia, spojrzeć w oczy i wiedzieć, że tak, że ty będziesz wiele znaczył w moim życiu...” ♥
 

 

Świętowałam zakończenie gimnazjum, gdy do klubu wszedł On ze swoimi kumplami. Starałam się nie zwracać na Niego uwagi. Żeby zapomnieć o Jego obecności zaczęłam pić coraz więcej. Spora grupa ludzi siedziała przy naszym stoliku i wspólnie się wygłupialiśmy. Ktoś przyniósł jakąś grę na picie, która cholernie mocno nas wciągnęła. Już nieźle podrobiona weszłam na parkiet, dołączył do mnie jakiś koleś. Czułam Jego ręce na swoim tyłku, Jego usta na mojej szyi, czułam jakby próbował zedrzeć ze mnie ubranie. Ale nie zaprzeczałam, było mi z tym dobrze - bawiłam się w najlepsze. Alkohol w mojej głowie buzował coraz bardziej, zaczęłam kleić się do typa i pozwalać mu na więcej. Nagle ktoś podszedł, odsunął Nas od siebie, uderzył gościa w ryj i wyciągnął mnie na zewnątrz.
- Nigdy więcej nie pozwolę żeby ktoś taki dotykał to, co dla mnie najcenniejsze. - powiedział On, po czym biorąc mnie na ręce zaniósł do swojego domu.
 

 
Potrzebuję Cię, tak jak ludzie potrzebują tlenu, tak jak rośliny potrzebują słońca, tak jak dzieci miłości. Potrzebuję Cię, rozumiesz?! ;*